Adam Smith ojciec współczesnego ruchu wolnorynkowego
Kirkcaldy, małe portowe miasteczko nad zatoką Firth of Forth, wiosna 1723 roku. W miejscowym kościele chrzci się chłopca, który nigdy nie pozna swojego ojca - ten zmarł kilka miesięcy wcześniej. Dziecko dostaje po nim imię: Adam Smith. Dziś to nazwisko otwiera niemal każdy podręcznik historii ekonomii, a hasło „wolny rynek” na zawsze związało się z tym cichym, roztargnionym szkockim profesorem.
Dzieciństwo bez ojca i droga na uniwersytet
Dokładna data urodzin Smitha nie jest znana. Wiadomo, że został ochrzczony 5 czerwca 1723 roku, i ten dzień zwykle traktuje się jako jego urodziny. Ojciec, również Adam Smith, był prawnikiem i kontrolerem urzędu celnego w Kirkcaldy. Zmarł, zanim syn przyszedł na świat. Wychowaniem chłopca zajęła się matka, Margaret Douglas, córka zamożnego właściciela ziemskiego ze Strathendry. To z nią Smith był związany przez całe życie - mieszkali razem niemal do jej śmierci w 1784 roku.
Margaret Douglas nie była uczoną - filozofem moralnym został dopiero jej syn. Jej rola w biografii Smitha polegała przede wszystkim na tym, że samotnie go wychowała i przez dekady prowadziła mu dom. Wielu biografów podkreśla, że to właśnie jej zawdzięczał spokój, w którym mógł latami pracować nad swoimi książkami.
W wieku czternastu lat Smith rozpoczął studia na Uniwersytecie w Glasgow, gdzie trafił pod wpływ filozofa Francisa Hutchesona. Następnie jako stypendysta przez kilka lat studiował w Balliol College w Oksfordzie, gdzie więcej nauczył się z samodzielnych lektur niż z wykładów - poziom oksfordzkiego nauczania skrytykował później bez ogródek w „Bogactwie narodów”. W 1751 roku został profesorem logiki w Glasgow, a rok później objął katedrę filozofii moralnej.
Najpierw moralność, potem rynek
Zanim Smith napisał cokolwiek o cenach i handlu, wydał w 1759 roku „Teorię uczuć moralnych”. To książka o tym, skąd biorą się nasze oceny moralne. Smith przekonywał, że człowiek ma naturalną zdolność do współodczuwania z innymi, a sumienie działa jak „bezstronny obserwator”, przez którego pryzmat oceniamy własne czyny. Ta praca przyniosła mu sławę w całej Europie.
Dzięki niej dostał też propozycję, która zmieniła jego życie: w latach 1764-1766 był opiekunem młodego księcia Buccleuch w podróży po Francji i Szwajcarii. Poznał wtedy m.in. Woltera oraz francuskich fizjokratów, François Quesnaya i Anne'a Roberta Turgota. Po powrocie osiadł w Kirkcaldy i przez blisko dekadę pracował nad dziełem swojego życia.
„Bogactwo narodów”, czyli fabryka szpilek i rzeźnik
„Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” ukazały się w marcu 1776 roku. Książka zaczyna się od słynnego opisu wytwórni szpilek. Smith wyliczał, że produkcja jednej szpilki składa się z około osiemnastu odrębnych czynności. Gdy każdą z nich wykonuje inny robotnik, dziesięciu ludzi potrafi zrobić ponad 48 tysięcy szpilek dziennie. Pracując w pojedynkę, każdy z nich z trudem zrobiłby dwadzieścia. Tak wygląda siła podziału pracy i specjalizacji.
Drugim filarem książki jest spostrzeżenie, że ludzie, dbając o własny interes, zaspokajają zarazem potrzeby innych. Smith ujął to w zdaniu, które przeszło do historii: nie z dobroci serca rzeźnika, piwowara czy piekarza oczekujemy obiadu, lecz z tego, że dbają oni o swój własny interes. Nie chodzi o pochwałę egoizmu, tylko o zauważenie, że dobrowolna wymiana korzystna dla obu stron jest potężniejszym motorem dobrobytu niż apele i nakazy.
Smith był też zdecydowanym zwolennikiem wolnego handlu. Krytykował merkantylizm - przekonanie, że bogactwo kraju to zgromadzone złoto, a import należy ograniczać cłami i monopolami. Jego zdaniem kraje, które handlują ze sobą, specjalizując się w tym, co robią najlepiej, bogacą się wzajemnie.
Czym naprawdę jest „niewidzialna ręka”
Najsłynniejsza metafora Smitha bywa przekręcana, np. jako „niewidzialna ręka moralności” - takiego pojęcia u Smitha jednak nie ma. Wyrażenie „niewidzialna ręka” pojawia się w „Bogactwie narodów” tylko raz, w części o handlu zagranicznym. Smith opisuje tam przedsiębiorcę, który myśli wyłącznie o własnym zysku, a mimo to - jakby prowadzony niewidzialną ręką - przyczynia się do dobra całego społeczeństwa, choć wcale tego nie zamierzał. Metafora pojawia się też raz w „Teorii uczuć moralnych”, w kontekście podziału dóbr między bogatych i biednych.
To więc obraz mechanizmu rynkowego: rozproszone decyzje milionów ludzi, koordynowane przez ceny i dobrowolną wymianę, dają porządek, którego nikt centralnie nie zaplanował. Moralność ma u Smitha ogromne znaczenie, ale opisuje ją językiem współodczuwania i sumienia, a nie „niewidzialnej ręki”.
Warto też pamiętać, że Smith nie był zwolennikiem państwa, które nie robi nic. W „Bogactwie narodów” przypisał władzy trzy zadania: obronę kraju, wymiar sprawiedliwości oraz utrzymanie pewnych instytucji i robót publicznych. Poza tym wolał, by ludzie sami decydowali o swoich interesach - i ostrzegał przed kupcami, którzy szukają u polityków przywilejów i monopoli kosztem konsumentów.
Ostatnie lata i dziedzictwo
Ironią losu jest to, że krytyk ceł i ograniczeń handlu od 1778 roku był komisarzem ceł w Szkocji, z siedzibą w Edynburgu. Zmarł w tym mieście 17 lipca 1790 roku, w wieku 67 lat. Przed śmiercią polecił spalić większość swoich niedokończonych rękopisów.
Jego myśl przetrwała jednak w najlepsze. Podział pracy, korzyści z wymiany, krytyka protekcjonizmu i spontaniczny porządek rynku to fundamenty, na których budowali kolejni ekonomiści - od Davida Ricarda po Friedricha Hayeka i Miltona Friedmana. Kto chce codziennie przypominać sobie tę lekcję, może sięgnąć po koszulkę Free Market Capitalist.
Podsumowując: Adam Smith nie wymyślił rynku, ale jako pierwszy tak przekonująco opisał, dlaczego swoboda wymiany czyni ludzi bogatszymi. Warto czytać go w oryginale, a nie w uproszczeniach - wtedy widać, że ojciec ekonomii był przede wszystkim uważnym obserwatorem ludzkiej natury.