Wolnorynkowy.pl

Chcecie wyboru? Zapraszamy do nas!

Koniec października 2020 roku. Ulicami polskich miast idą tysiące ludzi. Na transparentach i w okrzykach powtarza się jedno słowo: wybór. Protesty wybuchły po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października, który uznał za niezgodny z konstytucją przepis pozwalający na aborcję w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby. Hasło „chcemy wyboru” stało się symbolem tych demonstracji.

Warto się jednak zatrzymać przy tym słowie. Bo w tej sprawie chodzi o wybór szczególny - decyzję o życiu lub śmierci innego człowieka, tylko dlatego, że jest chory lub może urodzić się niepełnosprawny.

Wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się drugi człowiek

Wolnościowcy mają prostą zasadę: każdy może robić, co chce, ze swoim życiem, swoją własnością i swoimi pieniędzmi, dopóki nie narusza praw innych ludzi. Właśnie dlatego w sprawie aborcji wielu z nich staje po stronie ochrony życia. Nienarodzone dziecko nie jest częścią ciała matki, tylko odrębną istotą ludzką, której prawa również należy szanować. Prawo do wyboru nie może oznaczać prawa do selekcji tych, którzy mają przeżyć.

Wiele osób wychodziło na ulice w dobrej wierze, z poczucia, że państwo wtrąca się w ich najbardziej osobiste sprawy. Tę intuicję wolnościowcy dobrze rozumieją - tyle że stosują ją konsekwentnie, także wobec tych, którzy sami nie mogą zabrać głosu.

To nie jest żaden „wybór” w wolnościowym sensie tego słowa. Prawdziwa wolność wyboru dotyczy decyzji o własnym życiu, a nie o cudzym. I właśnie tu wolnościowcy mają dla wszystkich „chcących wybierać” własną propozycję.

Wybór, którego naprawdę brakuje

Skoro tak wielu ludzi chce decydować samodzielnie, jest kilka dziedzin, w których przez całe dorosłe życie nie mają żadnego wyboru. Pierwsza to publiczna służba zdrowia. Każdy pracujący co miesiąc oddaje obowiązkową składkę zdrowotną - w 2020 roku wynosiła ona 9 proc. podstawy wymiaru. Nie można z niej zrezygnować, nie można wybrać innego ubezpieczyciela, nie można zabrać swoich pieniędzy do konkurencji, jeśli usługa jest zła.

Że da się inaczej, pokazują inne kraje. W Holandii czy Szwajcarii ubezpieczenie zdrowotne jest wprawdzie obowiązkowe, ale obywatel sam wybiera prywatnego ubezpieczyciela, a ubezpieczyciele konkurują o klienta. Nie jest to jeszcze wolnościowy ideał, ale już samo prawo do zmiany ubezpieczyciela daje pacjentowi siłę, jakiej w polskim systemie nie ma.

Jesienią 2020 roku skutki tego systemu widać było gołym okiem. Z wielu miejsc w kraju docierały doniesienia o karetkach, które długo szukały wolnego łóżka dla pacjenta, i o odwoływanych planowych zabiegach. Ludzie, którzy przez dziesięciolecia płacili na utrzymanie systemu, w chwili potrzeby często słyszeli, że muszą czekać. A kto chce leczyć się szybciej, i tak płaci drugi raz - prywatnie.

Dlatego warto wyjść na ulicę także przeciwko „brakowi wyboru” w płaceniu na niewydolną służbę zdrowia. Tam naprawdę przydałoby się hasło „chcemy wyboru”.

ZUS, czyli hazard bez zgody gracza

Druga dziedzina to system ubezpieczeń społecznych. Każdy pracujący jest zmuszony oddawać znaczną część wynagrodzenia do ZUS. Nie może wybrać, czy chce oszczędzać na emeryturę sam, w funduszu, w nieruchomościach czy w złocie. Nie może też zdecydować, ile odkładać.

Co więcej, środki zapisane na koncie głównym w ZUS nie podlegają dziedziczeniu. Rodzina może odziedziczyć jedynie część zgromadzoną na tzw. subkoncie albo w otwartym funduszu emerytalnym. Kto płaci składki przez całe życie zawodowe, a umrze przed emeryturą, traci większość tego, co wpłacił. To przypomina grę hazardową, do której nikt nie pytał o zgodę. A przecież to twoje pieniądze, człowieku!

Gdyby te same pieniądze trafiały na prywatne konto emerytalne, byłyby własnością oszczędzającego. W razie jego śmierci trafiłyby do rodziny. Dobrowolność i własność to właśnie istota wolnościowego podejścia.

Program, który oddaje decyzje w ręce ludzi

Konfederacja, wolnościowcy i narodowcy od lat postulują zmiany, których istotą jest oddanie ludziom decyzji o ich własnym życiu i pieniądzach: dobrowolność ubezpieczeń, niższe podatki i składki, konkurencję w ochronie zdrowia. Nie chodzi o to, by ktoś odbierał innym prawo do życia, tylko o to, by państwo przestało odbierać ludziom prawo do decydowania o sobie.

Kto chce przypominać o tym na co dzień, może sięgnąć po kubek z hasłem „Chcą decydować o wszystkim” - to dobre podsumowanie ambicji współczesnego państwa.

Podsumowując: słowo „wybór” ma ogromną siłę, ale trzeba używać go uczciwie. Prawdziwy wybór to wolność decydowania o własnym zdrowiu, pieniądzach i przyszłości - bez naruszania prawa drugiego człowieka do życia. Jeśli ktoś naprawdę chce więcej wyboru, wolnościowcy zapraszają do siebie. Gdy ludzie odzyskają kontrolę nad własnym życiem, tej fali wolności nic już nie powstrzyma.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco i zgarnij -10% na pierwsze zakupy*

*Kod -10% ważny 30 dni, jednorazowy, na produkty nieprzecenione, przy zamówieniu od 100 zł.