Wolnorynkowy.pl

Gdzie były media?

10 lutego 2021 roku, poranek. Włączasz telewizor, a na ekranie zamiast programu śniadaniowego widzisz czarną planszę z napisem „Media bez wyboru”. Radio milczy albo nadaje komunikat protestacyjny. Na stronach głównych największych portali ten sam przekaz. Kilkadziesiąt redakcji w całej Polsce mówi jednym głosem: nie zgadzamy się na nowy podatek. Widok był imponujący. Ale wielu obserwatorów, zwłaszcza o wolnorynkowych poglądach, zadało wtedy proste pytanie: a gdzie byliście wcześniej?

Podatek, który nazwano składką

Na początku lutego 2021 roku rząd przedstawił projekt nowej daniny od przychodów z reklam. Dla zmyłki nazwano ją „składką” - choć trudno o bardziej klasyczny podatek. Zgodnie z projektem miała objąć telewizję, radio, prasę i serwisy internetowe. Zapłaciłyby ją zarówno TVN, Polsat, TVP, Gazeta Wyborcza czy RMF FM, jak i globalne platformy, takie jak Google czy Facebook.

Wysokość stawek miała zależeć od wielkości przychodów reklamowych oraz od kategorii reklamowanych produktów. Wyższe stawki przewidziano m.in. dla reklam leków czy słodzonych napojów. Władze szacowały, że w pierwszym roku wpływy wyniosą ok. 800 mln zł. Pieniądze miały trafić m.in. do Narodowego Funduszu Zdrowia oraz do nowo tworzonego Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów.

Kto naprawdę płaci podatek od reklam

Każdy podatek ma swojego formalnego płatnika i swojego faktycznego płatnika. Formalnie danina od reklam obciążałaby media. W praktyce jej koszt rozłożyłby się na wielu uczestników rynku. Część media przerzuciłyby na reklamodawców, podnosząc ceny emisji. Reklamodawcy wliczyliby wyższe koszty marketingu w ceny swoich produktów. Część zapłaciliby dziennikarze i inni pracownicy mediów - w postaci niższych pensji lub zwolnień. A na końcu łańcucha, jak zawsze, stałby zwykły konsument.

Szczególnie mocno uderzyłoby to w mniejsze, lokalne media, które i tak ledwo wiązały koniec z końcem. Wielkie koncerny mają rezerwy, prawników i księgowych. Mała gazeta powiatowa czy lokalne radio często nie mają nic poza reklamami okolicznych firm. Podatek przedstawiany jako sposób na „opodatkowanie gigantów” w praktyce mógłby wyeliminować właśnie najsłabszych.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Protest mediów był słuszny. Nowy podatek to kolejny krok w kierunku uzależniania rynku od państwa i ograniczania niezależności redakcji. Trudno jednak nie zauważyć pewnej ironii. Wiele z protestujących redakcji przez lata nie tylko nie sprzeciwiało się nowym daninom, ale wręcz je popierało, gdy dotyczyły innych branż. Podatek cukrowy, wyższa akcyza, danina od handlu - wszystko to przedstawiano jako rozsądne sposoby na finansowanie niewydolnej służby zdrowia. Nagle, gdy fiskus sięgnął do kieszeni samych mediów, w redakcjach odkryto zalety wolnego rynku.

Celnie punktował to Artur Dziambor. Pytał, gdzie byli dziennikarze, gdy podnoszono akcyzę na alkohol i papierosy, wprowadzano podatek cukrowy, ograniczano ulgę abolicyjną czy obejmowano spółki komandytowe podatkiem CIT. Zauważył, że solidarność pojawiła się dopiero wtedy, gdy uderzono w same redakcje. Jednocześnie zadeklarował poparcie dla protestu i zapowiedział walkę z nowym podatkiem, wyrażając nadzieję, że przy kolejnych daninach podobna solidarność obejmie wszystkich podatników.

Sławomir Mentzen skomentował zapowiedzi rządu żartem, który szybko obiegł internet: „Po czym poznać etatystę? Gdy wkurzają go reklamy, nakłada na nie podatek, zamiast zainstalować sobie AdBlocka.”

W tym jednym zdaniu zawiera się cała różnica między dwoma sposobami myślenia. Wolnościowiec, któremu coś przeszkadza, zmienia własne zachowanie albo korzysta z rozwiązań, które oferuje rynek. Etatysta od razu sięga po przymus i każe płacić wszystkim - także tym, którym reklamy wcale nie przeszkadzają.

Wszystkie podatki uderzają w nas

Konrad Berkowicz podkreślał, że w odróżnieniu od pozostałych ugrupowań sejmowych Konfederacja nie popiera żadnych nowych podatków. Zwracał uwagę, że bez względu na to, czy są wymierzone w media, sieci handlowe czy banki, ostatecznie i tak płacą je wszyscy konsumenci. Podobne stanowisko zajęli narodowcy, dla których ideałem są jasne, proste i niskie podatki oraz przejrzyste prawo.

To właśnie jest wolnościowa lekcja z tej historii. Nie ma „dobrych” i „złych” nowych podatków w zależności od tego, kogo akurat dotyczą. Każda nowa danina to mniej pieniędzy w rękach ludzi, którzy je zarobili, i więcej w rękach polityków. Jeśli sprzeciwiamy się podatkowi od reklam, powinniśmy tak samo sprzeciwiać się podatkowi od cukru, od handlu czy od spółek. Wolność, własność i sprawiedliwość obowiązują wszystkich - o czym przypomina też koszulka z tym hasłem.

Ostatecznie projekt podatku od reklam nie wszedł w życie. Protest pokazał, że zorganizowany sprzeciw ma sens. Szkoda tylko, że tak rzadko pojawia się wtedy, gdy fiskus sięga do kieszeni innych.

Podsumowując: media słusznie broniły się przed nowym podatkiem, ale wiarygodność zyskałyby dopiero wtedy, gdyby równie głośno broniły innych podatników. Solidarność wybiórcza to nie solidarność, tylko obrona własnego interesu.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco i zgarnij -10% na pierwsze zakupy*

*Kod -10% ważny 30 dni, jednorazowy, na produkty nieprzecenione, przy zamówieniu od 100 zł.