Wolnorynkowy.pl

Lockdown #3

Olsztyn, ostatnie dni lutego 2021 roku. Wyobraźmy sobie właścicielkę sklepu odzieżowego w galerii handlowej, która po miesiącach niepewności wreszcie znów obsługuje klientów. Planuje wiosenną kolekcję, rozmawia z dostawcami, ustala grafik pracownic. Nagle słyszy, że za kilka dni galeria znowu będzie zamknięta. Tym razem nie w całej Polsce - tylko w jej województwie. Po roku pandemii takie scenariusze przestały kogokolwiek dziwić, ale nie przestały boleć.

Warmia i Mazury na pierwszy ogień

Od 27 lutego 2021 roku rząd wprowadził w województwie warmińsko-mazurskim dodatkowe ograniczenia. Zamknięto hotele, galerie handlowe (z wyjątkiem m.in. sklepów spożywczych, drogerii, aptek i punktów usługowych, takich jak fryzjerzy), kina, teatry, muzea, baseny i kasyna. Uczniowie klas 1-3 wrócili do nauki zdalnej. Przedsiębiorcy z regionu i współpracujące z nimi firmy mówili otwarcie, że to dla nich kolejny cios, którego mogą nie przetrwać.

Minister zdrowia Adam Niedzielski tłumaczył decyzję koniecznością zrobienia niewielkiego kroku wstecz. Aż prosi się o parafrazę słynnych słów Neila Armstronga: to był mały krok dla rządu, ale wielkie uderzenie w obywateli.

Przyłbica już nie chroni

Równocześnie w całym kraju zmieniono zasady zakrywania twarzy. Od 27 lutego w miejscach publicznych nie wystarczały już przyłbice, chusty, szaliki czy bandany - obowiązywała wyłącznie maseczka. Przez blisko rok te same władze przekonywały, że wszystkie te sposoby są wystarczające. Obywatele, którzy stosowali się do przepisów, nagle dowiedzieli się, że przez miesiące robili to „źle”.

Artur Dziambor komentował nowe zasady ironicznie, sugerując, że minister Niedzielski po prostu bawi się przepisami. Skrytykował też wprowadzoną od tego samego dnia obowiązkową kwarantannę dla osób przyjeżdżających do Polski z Czech i Słowacji. Jego zdaniem absurdem jest izolowanie ludzi na podstawie samego podejrzenia, że mogli przebywać w pobliżu chorej osoby. Z obowiązku kwarantanny zwolniono m.in. osoby zaszczepione dwiema dawkami, co wielu komentatorów odebrało jako zapowiedź dzielenia obywateli na lepszych i gorszych w zależności od tego, czy przyjęli szczepionkę. Poseł z Gdyni zwracał uwagę, że każdy kolejny dzień lockdownu to uderzenie w gospodarkę, przedsiębiorców i pracowników.

Sądy mówią „nie”, rząd płaci naszymi pieniędzmi

W tym samym czasie sądy wydawały kolejne orzeczenia, z których wynikało, że część wcześniej wprowadzanych ograniczeń i kar nakładanych na obywateli nie miała właściwej podstawy prawnej. Problem polegał na tym, że zakazy wolności gospodarczej i przemieszczania się wprowadzano rozporządzeniami, a nie ustawami, i bez ogłoszenia stanu nadzwyczajnego, który przewiduje konstytucja. Coraz więcej przedsiębiorców zapowiadało pozwy o odszkodowania.

To prowadzi do absurdalnej sytuacji. Jeśli sądy przyznają firmom rację, odszkodowania zostaną wypłacone z budżetu państwa. A budżet to nie pieniądze rządu, tylko pieniądze podatników. W efekcie obywatele zapłacą dwa razy: najpierw tracąc na zakazach, a potem finansując rekompensaty za błędy administracji, która te zakazy wprowadziła.

Politycy Konfederacji próbowali przynajmniej ograniczać samowolę urzędników. Konrad Berkowicz prowadził kontrole poselskie w oddziałach sanepidu, sprawdzając, na jakiej podstawie podejmowane są decyzje wobec obywateli i przedsiębiorców.

Regionalizacja chaosu

Zamykanie pojedynczych regionów bywa przedstawiane jako rozwiązanie bardziej precyzyjne niż ogólnokrajowy lockdown. Z perspektywy przedsiębiorcy oznacza jednak przede wszystkim jeszcze większą nieprzewidywalność. Firma działająca w jednym województwie nie wie, czy za tydzień jej region nie znajdzie się na liście, a konkurent zza miedzy może w tym czasie spokojnie pracować. Decyzje zapadają na podstawie wskaźników, które zmieniają się z tygodnia na tydzień, a przedsiębiorca nie ma żadnego wpływu na to, czy jego biznes będzie legalny. Trudno w takich warunkach zaciągnąć kredyt, podpisać umowę najmu na kolejny rok czy zatrudnić nowego pracownika - a przecież właśnie od takich decyzji zależy, czy gospodarka wyjdzie z kryzysu.

Wolnorynkowa alternatywa zakłada zaufanie do ludzi. Klienci sami decydują, czy chcą iść do galerii, a właściciele - jakie środki ostrożności wprowadzić, żeby klienci czuli się bezpiecznie. Państwo może informować o zagrożeniu i chronić najbardziej narażonych, ale nie powinno arbitralnie decydować, kto ma prawo zarabiać na życie, a kto nie.

Do czasu, gdy władza to zrozumie, trzeba sobie jakoś radzić, minimalizując straty i wspierając lokalne firmy, które mimo wszystko próbują przetrwać. Warto kupować u nich, zamawiać na wynos i korzystać z usług tych, którym jeszcze pozwolono pracować. A o tym, co naprawdę jest stawką, przypomina jedno słowo na koszulce WOLNOŚĆ.

Podsumowując: trzeci lockdown pokazał tę samą chorobę co poprzednie - zmienne zasady, brak podstaw prawnych i koszty przerzucane na obywateli. Wolnościowcy i narodowcy zrzeszeni w Konfederacji przekonują, że te szaleństwa zakończy dopiero zmiana władzy i powrót do normalności, w której to obywatele, a nie urzędnicy, decydują o swoim życiu.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco i zgarnij -10% na pierwsze zakupy*

*Kod -10% ważny 30 dni, jednorazowy, na produkty nieprzecenione, przy zamówieniu od 100 zł.