Wolnorynkowy.pl

Mafia jest nie w narkotykach, tylko w żywności

Rolnik spod Jeleniej Góry kładzie na stole kawałek mięsa, wyjmuje miernik i sprawdza zawartość azotanów. Nagranie trafia do internetu i szybko zdobywa popularność. Jego autorem jest Marcin Bustowski, prezes Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej Polskiej „Solidarni”, który w wyborach parlamentarnych w 2019 roku startował z listy Konfederacji. O jakości polskiej żywności, kontrolach i polityce rolnej rozmawiał z nim Tomasz Cukiernik. Poniżej publikujemy skróconą wersję tej rozmowy.

„Mięsa, kiełbasy ja bym z marketu nie zjadł. To jest dla samobójców.”

Azotany, azotyny i raport NIK

Stał się Pan rozpoznawalny po opublikowaniu w internecie filmiku, na którym mierzy Pan azotany i azotyny w mięsie. Co to są za związki?

Są to substancje obecne w nawozach i stosowane w przetwórstwie żywności. Należałoby podjąć szeroką dyskusję na temat naszej polskiej żywności. Stąd moja petycja do prezydenta RP z końca września. Mamy raport NIK, który wskazuje na bardzo poważne zagrożenia. Według mnie dzisiaj żywność jest bardzo niebezpieczna z punktu widzenia zdrowia polskiego konsumenta. Na przykład w kiełbasie śląskiej, w której jest 30 proc. mięsa, potrafi być kilkanaście substancji dodatkowych.

Co pisał Pan w swojej petycji do prezydenta?

Prosiłem o podjęcie dialogu i inicjatywy ustawodawczej dotyczącej Agencji Bezpieczeństwa i Kontroli Jakości Żywności oraz o zakaz importu genetycznie modyfikowanej śruty sojowej i rzepakowej z Argentyny, przy której uprawie stosuje się duże ilości glifosatu. Postulowałem też debatę o przywróceniu polskich norm sprzed 2004 roku oraz wprowadzenie surowej odpowiedzialności karnej dla tych, którzy sprowadzają niebezpieczeństwo w żywności. Dziś za handel narkotykami czy fałszowanie pieniędzy jest wyrok, a za fałszowanie żywności odpowiedzialności karnej praktycznie nie ma.

Czyli przed wejściem do Unii Europejskiej Polska miała w tym zakresie lepsze przepisy?

Naturalnie. Miała określone normy na azotany i azotyny. Ja uważam, że powinny być jeszcze bardziej zaostrzone. Na stronie 30 raportu NIK jest napisane, że prekursorem norm bezpiecznej żywności jest Dania, która ma znacznie ostrzejsze normy na azotany, azotyny i dodatki chemiczne.

Inspekcje, które nie kontrolują

Kto w takim razie powinien pilnować jakości żywności?

Dziś mamy kilka instytucji: Państwową Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Inspekcję Weterynaryjną, Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych i Inspekcję Sanitarną. Moim zdaniem kwalifikują się do likwidacji w obecnej formie, bo nie działają. Każda ma własne wytyczne, często sprzeczne z wytycznymi innej. Z raportu NIK wynika, że inspekcja sanitarna nie dysponowała odczynnikami do badania części substancji dodawanych do żywności. Inspekcja weterynaryjna jest niedofinansowana, pracownicy zarabiają mało i nie ma kto tam pracować. Wszystkie te instytucje powinny zostać połączone w jedną agencję bezpieczeństwa żywności.

Skoro obecne instytucje źle działają, to dlaczego nowa miałaby działać dobrze?

Po pierwsze, byłyby jedne, spójne wytyczne. Po drugie, trzeba ją odpowiednio sfinansować.

Tucz nakładczy i mięso z marketu

Skąd bierze się problem z jakością mięsa w Polsce?

Trzeba wprowadzić pełną kontrolę norm i ograniczyć tucz nakładczy prowadzony dla wielkich koncernów. Część prosiąt do takiego tuczu jest importowana, a zwierzęta w krótkim czasie osiągają bardzo dużą wagę. Do tego na etapie przetwórstwa do mięsa dodaje się wiele substancji chemicznych. Powinniśmy wrócić do narodowego programu odbudowy polskiego pogłowia trzody chlewnej i sprzedaży zdrowego mięsa.

Czy potwierdza Pan powszechną opinię, że mięso w hipermarketach jest szczególnie złej jakości?

Naturalnie. W zwykłym sklepie mięsnym jest lepsza żywność niż w markecie. Ale gdy giną tradycyjne gospodarstwa, a rośnie tucz nakładczy, te małe sklepy też zaczynają się w nim zaopatrywać. Jeżeli w kiełbasie jest 30 proc. mięsa, to co jest resztą? Kiełbasa od rolnika, z 90-95 proc. mięsa, kosztuje 30 zł za kilogram, a w markecie konsument płaci 20-24 zł. Czyli za kilogram samego mięsa płaci około 60 zł, bo reszta to woda i dodatki, takie jak karageny, fosforany czy azotyn sodu. Mafia jest nie w narkotykach, tylko w żywności. Rolnik bankrutuje, konsument jest truty, a pośrednicy zarabiają miliardy.

Dotacje, agencje i suwerenność żywnościowa

Czy bez dotacji rolnictwo mogłoby istnieć?

Jeśli w innych krajach Unii Europejskiej są dotacje, to w Polsce też muszą być, bo konkurujemy na wspólnym rynku. Ale dopłaty powinny iść na produkcję, a nie na programy, w których płaci się za koszenie łąk dla ptaków. Moim zdaniem budżet na rolnictwo trzeba znacznie zwiększyć, a środki unijne rozdzielać sprawniej niż robi to dziś Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Rolnicy nie dostali pełnych rekompensat za susze z lat 2018-2019, a zadłużone gospodarstwa nie mają dostępu do kredytu. Jeśli banki przejmą ziemię za długi, stracimy suwerenność żywnościową.

Co w takim razie trzeba zrobić?

Jeśli będziemy mieli wojsko, a nie będziemy mieli żywności, to czym będziemy walczyć? Proponuję zadzwonić do kilku gmin i zapytać, gdzie trzeba się zgłosić po rację żywnościową na wypadek klęski żywiołowej lub wojny. Urzędnicy będą patrzyli jak na wariata. Gdyby państwo skupowało żywność do rezerw, kontrolowało jej przydatność i rotacyjnie sprzedawało ją na rynek, jednocześnie stabilizowałoby ceny.

Dziękuję za rozmowę.

Komentarz redakcji

Rozmowa zawiera opinie i oceny rozmówcy - nie ze wszystkimi zgodzą się zwolennicy wolnego rynku. Trudno np. pogodzić wolnorynkowe podejście z postulatem zwiększania dopłat czy tworzenia państwowych rezerw, które mają „stabilizować ceny”. Rolnik ma jednak rację w jednym: konsument powinien wiedzieć, co kupuje, a państwowe instytucje, na które wszyscy płacimy, powinny rzetelnie wykonywać swoje zadania. Najlepszym strażnikiem jakości pozostaje świadomy klient, który czyta etykiety i wybiera sprawdzonych dostawców - a producenci, którzy stawiają na jakość, zyskują na tym przewagę. Kto chce poczytać więcej o wolnorynkowym spojrzeniu na państwo, znajdzie je w książce „Wolnorynkowa koncepcja państwa” Tomasza Cukiernika.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco i zgarnij -10% na pierwsze zakupy*

*Kod -10% ważny 30 dni, jednorazowy, na produkty nieprzecenione, przy zamówieniu od 100 zł.