Wolnorynkowy.pl

Narodowe Veto!

Styczeń 2021 roku. Wyobraźmy sobie małą restaurację na Podhalu. Od prawie trzech miesięcy sala stoi pusta, krzesła odwrócone na stołach, a właściciel sprzedaje jedynie obiady na wynos, które ledwo pokrywają rachunek za prąd. Pewnego dnia wiesza na drzwiach kartkę: „Otwarte”. Wie, że ryzykuje kontrolę i karę. Wie też, że jeśli nie otworzy, za miesiąc nie będzie już czego otwierać. W tym samym czasie podobną decyzję podejmują setki, a potem tysiące przedsiębiorców w całym kraju.

Głupota nie jest przeszkodą

Napoleonowi Bonaparte przypisuje się powiedzenie, że w polityce głupota nie jest przeszkodą. Niezależnie od tego, czy cesarz Francuzów naprawdę tak mówił, polski rząd na przełomie 2020 i 2021 roku dostarczył mnóstwa argumentów na poparcie tej tezy.

Polska znalazła się w czołówce krajów, w których po wybuchu epidemii najbardziej wzrosła liczba zgonów. Inflacja należała do najwyższych w Unii Europejskiej. Sądy wydawały kolejne wyroki, w których stwierdzały, że karanie obywateli na podstawie wprowadzonych rozporządzeniami ograniczeń nie miało podstawy prawnej.

A co robił rząd? Zakazywał ludziom pracy, a jednocześnie finansował tarcze antykryzysowe z długu, przy wsparciu banku centralnego skupującego obligacje. Składki na ZUS jak co roku poszły w górę, a w debacie publicznej wracały zapowiedzi obłożenia dodatkowymi składkami umów zlecenia i umów o dzieło. Decyzje władz były wzajemnie sprzeczne i niezgodne z wcześniejszymi zapowiedziami. Szczególnie absurdalnie wyglądały zakazy dla gastronomii i klubów fitness, podczas gdy w dużych marketach można było spotkać tłumy.

Przedsiębiorcy mówią „veto”

Rząd miał jednak pecha. Poszedł na wojnę z ludźmi energicznymi i przedsiębiorczymi, którzy nie zamierzali czekać z założonymi rękami, aż ich firmy upadną. W styczniu 2021 roku zaczęły się otwierać restauracje, pensjonaty, siłownie i kluby, a ich właściciele zorganizowali się wokół lokalnych inicjatyw, takich jak Góralskie Veto czy Jurajskie Veto.

Nazwa nie była przypadkowa. Na Podhalu zimowy sezon turystyczny to dla wielu rodzin główne źródło dochodu na cały rok - pensjonaty, karczmy, wypożyczalnie sprzętu i wyciągi żyją z kilku tygodni ferii. Zamknięcie ich w tym czasie oznaczało dla wielu górali bankructwo. Nic dziwnego, że to właśnie tam sprzeciw przybrał najbardziej zorganizowaną formę.

Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej informowała wówczas, że w całym kraju mogło otworzyć się nawet ok. 20 tysięcy lokali. Część przedsiębiorców szukała luk w przepisach - zamieniając restauracje w „degustatornie” czy „miejsca spotkań”, inni działali jawnie, powołując się na wyroki sądów i konstytucyjną wolność działalności gospodarczej. Pod hasłem #OtwieraMY wymieniali się informacjami, radami prawnymi i wsparciem.

Sławomir Mentzen zwracał uwagę na rażącą nierówność: od miesięcy drobny, lokalny biznes jest niszczony, a wielkie korporacje spokojnie działają, korzystając z tanich kredytów i wyłączeń z obostrzeń. Trudno się z tym nie zgodzić. Wielki market spożywczy mógł sprzedawać odzież i zabawki, a mały butik obok musiał pozostać zamknięty.

Politycy po stronie przedsiębiorców

Wolnościowcy i narodowcy z Konfederacji otwarcie wspierali przedsiębiorców. Konrad Berkowicz w emocjonalnym wystąpieniu oskarżał rządzących, że niszczą polską gospodarkę. Artur Dziambor zorganizował objazd otwartych lokali w Gdyni i wspierał je swoją obecnością. Podczas interwencji policji i sanepidu w jednym z częstochowskich lokali w obronie restauratorów stanął - za pośrednictwem połączenia wideo - Grzegorz Braun.

To ważny sygnał. Przedsiębiorca, który otwiera lokal wbrew rozporządzeniu, nie jest przestępcą. Walczy o przetrwanie swojej firmy, miejsc pracy swoich pracowników i dorobku często całego życia. Jeśli prawo zmusza uczciwych ludzi do wyboru między bankructwem a jego łamaniem, to problem leży w prawie, a nie w ludziach.

Chcącemu nie dzieje się krzywda

W tle tego sporu stoi stara zasada prawa rzymskiego: volenti non fit iniuria, czyli chcącemu nie dzieje się krzywda. Dorosły człowiek, który świadomie idzie do restauracji czy na siłownię, sam ocenia ryzyko i bierze za nie odpowiedzialność. Właściciel lokalu może zadbać o dystans, dezynfekcję i wentylację, a klient sam zdecyduje, czy mu to wystarcza. Państwo może informować i chronić najbardziej narażonych, ale nie powinno traktować dorosłych obywateli jak dzieci. Tę zasadę warto nosić na co dzień - choćby na koszulce Volenti non fit iniuria.

Akcja veto pokazała też coś jeszcze: społeczne przyzwolenie na kolejne zakazy się skończyło. Wielu klientów chętnie odwiedzało otwarte lokale, a wiele sądów umarzało sprawy i uchylało kary nakładane przez sanepid. Rząd, który nie potrafi wyegzekwować własnych przepisów, powinien zadać sobie pytanie, czy te przepisy mają jeszcze jakikolwiek sens.

Podsumowując: narodowe veto przedsiębiorców było odpowiedzią na chaos i niesprawiedliwość obostrzeń. Tylko fala wolności może naprawdę pomóc ludziom, którzy są motorem rozwoju naszego państwa. Z obecnych w parlamencie sił wsparcie dla nich deklarowała konsekwentnie Konfederacja - i to właśnie wolnorynkowy, oparty na odpowiedzialności ład gospodarczy jest dla tych ludzi ideałem.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco i zgarnij -10% na pierwsze zakupy*

*Kod -10% ważny 30 dni, jednorazowy, na produkty nieprzecenione, przy zamówieniu od 100 zł.