Wolnorynkowy.pl

Nie pijesz napojów słodzonych? Zapłacisz podatek cukrowy!

Pan Tadeusz - nazwijmy go tak - od lat pije wyłącznie czarną kawę i wodę z kranu. Słodzonych napojów nie kupuje, po „małpki” w sklepie nie sięga. Gdy w lutym 2020 roku słyszy w wiadomościach o nowym podatku cukrowym, wzrusza ramionami: „Mnie to nie dotyczy”. Brzmi rozsądnie. Niestety, ekonomia rzadko jest tak prosta, jak podpowiada intuicja.

Co wprowadziła ustawa

W lutym 2020 roku Sejm uchwalił ustawę nazwaną oficjalnie ustawą o promocji prozdrowotnych wyborów konsumentów. Wprowadzała dwie nowe daniny. Pierwsza to tzw. opłata cukrowa od napojów z dodatkiem cukrów i substancji słodzących. Składa się z części stałej (50 groszy od litra napoju) i zmiennej, zależnej od zawartości cukru, z dodatkową opłatą za kofeinę i taurynę. Łącznie opłata nie może przekroczyć 1,20 zł od litra - co przy butelce 1,5 litra oznacza nawet 1,80 zł, zanim doliczy się VAT i marżę sklepu. Druga to opłata od alkoholu sprzedawanego w małych butelkach, do 300 ml, czyli popularnych „małpkach”: 25 zł od litra czystego alkoholu.

Pierwotnie przepisy miały zacząć obowiązywać w połowie 2020 roku. Z powodu pandemii ich wejście w życie przesunięto - ostatecznie obie opłaty obowiązują od 1 stycznia 2021 roku.

Każdy podatek jest przerzucalny

Nie warto łudzić się, że podatek zapłacą wielkie koncerny. Producent czy hurtownik jest jedynie formalnym płatnikiem. W praktyce każdy podatek jest wliczany w cenę produktu - w całości lub w części - i ostatecznie płaci go konsument. Jeśli rynek nie pozwoli podnieść ceny, podatek zapłacą pracownicy w postaci niższych płac albo dostawcy w postaci niższych cen skupu, na przykład plantatorzy buraków czy sadownicy.

Gospodarka to system naczyń połączonych. Podatek nałożony w jednym miejscu rozchodzi się po całym systemie, jak fale na wodzie. Jeśli z Bałtyku u wybrzeży Szwecji wybierze się wiadro wody, poziom morza obniży się także w Zatoce Puckiej - oczywiście o wielkość niemożliwą do zmierzenia, ale obniży się.

Z podatkami jest podobnie. Pojedynczej podwyżki nie widać na paragonie, ale setki drobnych zmian cen, rozłożonych na tysiące produktów i usług, w sumie dają odczuwalny efekt w domowym budżecie. Tyle że nikt nie wystawia za to rachunku z napisem „podatek cukrowy”.

Wódka i polonez, czyli anegdota z PRL

Tak samo jest z podatkiem cukrowym. Pozornie niedotycząca nas zmiana odbije się na cenach innych produktów. Coś podrożeje o grosz, ale podrożeje - i pijąc czy jedząc produkty zupełnie niezwiązane z „małpkami” czy słodzonymi napojami, podatek cukrowy i tak zapłacimy.

Dobrze ilustruje to anegdota z czasów PRL. Mówiło się wtedy pół żartem, pół serio, że gdy rośnie cena wódki, rośnie też cena samochodów. Jak to możliwe?

Załóżmy, że mechanik pracujący w fabryce poloneza regularnie pije wódkę. Gdy wódka drożeje, nie zaczyna nagle pić mniej ani jeść mniej - idzie do kierownika i prosi o podwyżkę, bo życie zdrożało. Zakład się zgadza, ale wyższe płace musi przecież wliczyć w cenę samochodu. Koło się zamyka: cena wódki wpływa na cenę samochodów. I nie tylko - przecież szewc i górnik też piją wódkę, więc w konsekwencji drożeją również buty i węgiel.

Wróćmy do pana Tadeusza. Nie kupuje coli, ale korzysta z usług hydraulika, który coli pije sporo. Kupuje chleb w piekarni, której pracownicy piją słodzone napoje. Tankuje na stacji, która sprzedaje energetyki i sama odczuje spadek ich sprzedaży. Każdy z tych ludzi, płacąc więcej za swoje zakupy, będzie oczekiwał wyższej zapłaty za swoją pracę. W efekcie część podatku cukrowego trafi do rachunku pana Tadeusza, choć on sam nigdy nie kupi ani jednej słodkiej butelki.

Czy podatek zmieni nawyki?

Zwolennicy opłaty cukrowej przekonują, że jej celem jest zdrowie, a nie budżet. Warto jednak zauważyć, że wpływy z opłaty cukrowej niemal w całości zasilają Narodowy Fundusz Zdrowia, więc państwo ma interes w tym, by ludzie nadal kupowali słodzone napoje. Gdyby podatek naprawdę całkowicie zmienił nawyki konsumentów, wpływy by zniknęły.

Wolnościowe podejście jest inne. Dorosły człowiek ma prawo sam decydować, co pije i je, i sam ponosić konsekwencje swoich wyborów. Rolą państwa nie jest wychowywanie obywateli za pomocą cenników. Lepiej, by pieniądze zostały w kieszeniach tych, którzy je zarobili - jak mówi hasło z koszulki „Lepiej wydać osobiście, niźli oddać socjaliście”.

Podsumowując: podatek cukrowy dotyczy nie tylko tych, którzy piją słodkie napoje i kupują „małpki”. Przez naczynia połączone gospodarki zapłaci go każdy z nas - choćby o grosz, ale zapłaci. Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem politycy będą przekonywać, że nowa danina „nikogo nie dotknie”.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco i zgarnij -10% na pierwsze zakupy*

*Kod -10% ważny 30 dni, jednorazowy, na produkty nieprzecenione, przy zamówieniu od 100 zł.