Wolnorynkowy.pl

Wszyscy zapłacimy podatek cukrowy

Styczeń 2021 roku. Wyobraźmy sobie osiedlowy sklep i klienta, który sięga po butelkę ulubionego napoju i zatrzymuje się przy cenówce - jak wielu Polaków w pierwszych tygodniach nowego roku. Jeszcze kilka tygodni temu płacił wyraźnie mniej. Obok stoi woda mineralna - ona też podrożała, choć przecież nie ma w niej ani grama cukru. Klient wzrusza ramionami i idzie do kasy. Nie wie, że właśnie zetknął się z nową daniną, o której rząd mówi, że wcale nie jest podatkiem.

Opłata, która nie jest podatkiem

Wiceminister finansów Piotr Patkowski przekonywał, że opłata cukrowa nie jest podatkiem. To klasyczny przykład politycznej gry słowami. Nowe daniny nazywa się „opłatami”, „składkami” czy „daninami solidarnościowymi”, by nie trzeba było przyznawać, że podatki rosną. Dla konsumenta nazwa nie ma jednak żadnego znaczenia - liczy się to, ile płaci przy kasie. Wolnościowcy i narodowcy wolą nazywać rzeczy po imieniu.

Opłata cukrowa obowiązuje od 1 stycznia 2021 roku. Objęła m.in. napoje słodzone i energetyczne. Składa się z części stałej, zmiennej, zależnej od ilości cukru, oraz dodatkowej opłaty za kofeinę i taurynę - łącznie do 1,20 zł od litra napoju. Po jej wprowadzeniu wyraźnie podrożały napoje gazowane, a w mediach pojawiały się też doniesienia o podwyżkach cen produktów, których opłata bezpośrednio nie dotyczy, np. części wód mineralnych. Producenci mogli w ten sposób próbować rozłożyć koszty i zrekompensować sobie spadek sprzedaży słodzonych napojów.

Gospodarka to naczynia połączone

Janusz Korwin-Mikke wyjaśniał to na prostym przykładzie. Pytał, jak to możliwe, że zapłaci za droższą colę, skoro jej nie pija - i odpowiadał, że gospodarka to naczynia połączone. Ślusarz, który uwielbia colę, przyjdzie naprawić mu zamek i zamiast 50 zł zażąda 55 zł, bo jego koszty życia wzrosły.

Ten mechanizm działa w każdej branży. Wyższe ceny jednych produktów przekładają się na oczekiwania płacowe pracowników, a wyższe płace - na ceny usług. Część podatku zapłacą też producenci i ich dostawcy, na przykład sadownicy i plantatorzy buraków, jeśli sprzedaż spadnie. Dlatego nawet ktoś, kto sam nie pije słodkich napojów, i tak zapłaci za wzrost ich opodatkowania. A przecież to twoje pieniądze, człowieku!

Artur Dziambor zachęcał wyborców, by podziękowania za wyższe ceny kierowali do rządzącej koalicji i jej sojuszników. Zwracał uwagę, że mimo ostrej krytyki rządu w wielu innych sprawach parlamentarna Lewica w głosowaniu nad opłatą cukrową poparła nową daninę.

Sławomir Mentzen przypominał z kolei, że w kampanii prezydenckiej Andrzej Duda przedstawiany był jako gwarant tego, że podatki nie wzrosną. Tymczasem w sierpniu 2020 roku, już po wyborach, prezydent podpisał ustawę wprowadzającą opłatę cukrową i opłatę od „małpek”. Mentzen nie przebierał w słowach, oceniając wiarygodność obozu rządzącego.

Czy podatek cukrowy działa?

Zwolennicy opłaty powołują się na walkę z otyłością. Warto jednak spojrzeć na fakty. Podobne podatki działają w części krajów - m.in. w Meksyku od 2014 roku, we Francji od 2012 roku i w Wielkiej Brytanii od 2018 roku - ale nie ma ich na przykład na poziomie federalnym w Stanach Zjednoczonych ani w Chinach. W Stanach Zjednoczonych podobne podatki wprowadziły jedynie niektóre miasta, m.in. Berkeley w Kalifornii, a debata o ich skuteczności i o tym, kto naprawdę je płaci, trwa tam do dziś.

Wyniki są niejednoznaczne. W części krajów spadła sprzedaż słodzonych napojów, a producenci zmniejszyli zawartość cukru w recepturach. Nie ma jednak przekonujących dowodów, że same podatki od napojów istotnie zmniejszyły otyłość w społeczeństwie - w wielu państwach liczba osób z nadwagą rosła także po ich wprowadzeniu. Ludzie zastępują jedne kalorie innymi - słodycze, przekąski czy soki bez dodatku cukru nie są objęte opłatą - a przyczyn otyłości jest znacznie więcej niż jeden produkt na sklepowej półce.

Konrad Berkowicz zwracał uwagę, że najbardziej ucierpią polscy producenci napojów. Według ich szacunków spadki sprzedaży mogły sięgnąć nawet 30 proc., co w połączeniu z ograniczeniami związanymi z pandemią COVID-19 dla wielu firm mogło oznaczać poważne kłopoty.

Z wolnościowego punktu widzenia sprawa jest prosta: dorosły człowiek ma prawo sam decydować, co pije i je. Państwo nie jest od tego, by karać obywateli podatkiem za wybory, które mu się nie podobają. Nikt nie jest tu wyjątkiem - o czym z przymrużeniem oka przypomina kubek „Nawet Święty Mikołaj płaci podatki”.

Podsumowując: podatek cukrowy, nazywany przez rząd opłatą, zapłacą wszyscy - bezpośrednio przy kasie albo pośrednio w cenach usług i produktów. Konfederacja apeluje do osób o poglądach prawicowych, konserwatywnych i libertariańskich, by wspólnie sprzeciwiały się kolejnym daninom, które są sprzeczne z wolnorynkowymi zasadami.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco i zgarnij -10% na pierwsze zakupy*

*Kod -10% ważny 30 dni, jednorazowy, na produkty nieprzecenione, przy zamówieniu od 100 zł.